fbpx
Zaznacz stronę

Tradycje wielkanocne w Polsce – odkryj ich znaczenie!

Tradycje wielkanocne w Polsce - Dzieje się... w AMW Hotele
Tradycje wielkanocne w Polsce – Dzieje się… w AMW Hotele

Tradycje wielkanocne w Polsce to katalog obrzędów, które obecnie zostały wyparte przez zmieniającą się rzeczywistość. Naszym życiem nie rządzi już pole uprawne, które było głównym przedmiotem troski. Nie wierzymy też w magiczne właściwości rytuałów towarzyszących obchodom Wielkanocy. Mimo to nadal kultywujemy tradycje wielkanocne, choć do końca ich nie rozumiemy.




Nie taki smutny Popielec

Dziś święta wielkanocne wielu z nas nie wydają się wyjątkowe. Nie mają tej magii, jaka zachwyca nas przy Bożym Narodzeniu. Tymczasem, gdy przyjrzymy się, jakie tradycje wielkanocne dotrzymywali nasi przodkowie, odkryjemy święta pełne radości.

Naszą opowieść trzeba zacząć od początku, czyli Środy Popielcowej. A może cofnąć się jeszcze trochę wcześniej. Popielec poprzedzał karnawał. Zimowe krótkie dni sprzyjały zabawom z uwagi na przestój w pracy. Ziemia zamarła i czekała na nadejście wiosny, która rozpoczynała kolejny cykl upraw. W tym czasie rolnicy odpoczywali, nabierali sił przed kolejnym sezonem i szukali rozrywki wypełniającej im wolne od roboty dni. Kres zabawom kładł Popielec. Dziś to dzień o tyle zwyczajny, o ile podczas mszy wiernym posypuje się głowę popiołem. Nasi przodkowie zaś traktowali Środę Popielcową jako ostatni akt hucznej rozrywki przed Wielkim Postem.

Motywem zabaw i żartów na polskiej wsi był… popiół. Gdy my uciekamy do brudu i zadowalamy się delikatnym znakiem z niego na czole, nasi przodkowie okładali się wypełnionymi nim pończochami. Młodzież smagała się również powrósłami z siana lub słomy. Wszystko to stanowiło legalną formę randkowania, dla nas już zdecydowanie zbyt mało finezyjną. Kwestia zamążpójścia i ożenku zajmowała wiele uwagi naszych przodków. Każde ze świąt zawierało elementy sprzyjające kojarzeniu młodych par.

Panny, które zaloty miały już za sobą i od niedawna były mężatkami, w Środę Popielcową musiały „wkupić się bab”. Oznaczało to, że były „porywane” przez starsze mężatki i zabierane do karczmy. Tam musiały – mówiąc współczesnym językiem – stawiać drinki. Znęceni zabawą młodzi mężczyźni również musieli liczyć się z kosztami. Musieli wpłacić matronom wykupne.

Zaduma, jakiej nam brak

Choć Środa Popielcowa upływała w klimacie pół żartem, pół serio, następujące po niej czterdzieści dni stanowiło czas powagi. Tym także nasze tradycje wielkanocne różnią się od tradycji naszych atentatów. Współczesny świat jest kolorowy i gwarny. Wielkanocne ozdoby pojawiają się niemal natychmiast po Popielcu. Nie obowiązuje nas też zakaz hucznym zabawa w Poście.

Tymczasem nasi dziadowie na czterdzieści dni wyciszali się i starali się unikać kłótni. Czynili różnego rodzaju posty, w czym do dziś jesteśmy zgodni. Zdecydowane jednak Wielki Post był dawniej okresem powagi i zadumy, która dziś jest już nieobecna. O jej skali świadczy fakt, że na czas postu gospodynie domowe solidnie myły garnki, aby usunąć z nich pozostałości po tłuszczu. W końcu post to post.

Wielki Tydzień

Umartwiać nie można się bez końca. Tłumionej wesołości daje upust nastanie Wielkiego Tygodnia. Dzisiaj trudno nam wyobrazić sobie trwające ponad tydzień celebracje. Zazwyczaj w obchodach Wielkiego Tygodnia i Triduum Paschalnego udział biorą najbardziej pobożni wierni. Co więcej, obrzędy te mają charakter stricte religijny. Nasi przodkowie zaś dodawali im odrobinę magicznej rytualności. Polskie tradycje wielkanocne to bowiem połączenie zarówno katolickich wierzeń, jak i trochę pogańskich rytuałów.

Dobrym przykładem takiego połączenia jest palma wielkanocna. Dla nas stanowi przyjemny dodatek do Niedzieli Palmowej. Stała się trochę częścią widowiska, trochę reliktem dawnych czasów. Zdecydowanie jest elementem folkloru i nieodłączną ozdobą świąt wielkanocnych. Jednak dawniej, kiedy o wszystkim decydowała natura, palma wielkanocna miała charakter niemal magiczny. Miała zapewniać dobrobyt i dostatek, chronić od chorób i gwarantować pomyślność. Tym jednym zdaniem podsumowuję szeroką paletę zastosowań, jakie miała palma: od wtykania w rogi pola (aby obrodziło), poprzez zawieszenie w oborze (aby zwierzynę zachować w dobrym zdrowiu) poprzez umieszczenie w izbie (aby całej rodzinie się darzyło). Nawet spalona chroniła dalej, wszak to z niej uzyskiwano popiół na Popielec (o równie dobroczynnych właściwościach).

Nie tylko palma miała chronić przed niepomyślnością. Wielkosobotni obrzęd święcenia ognia i wody dostarczał innych artefaktów, które wedle tradycji wielkanocnej, również zapewniały pomyślność. Były to niedopalone patyki z ogniska i sama woda. Ochronnie działały również skorupki pisanek – chociażby zapewniać, że kury będą się nieść.

Głód i niedostatek

Post trwał. Prawdziwy post. Trudno sobie wyobrazić, że jedzenia może nam realnie zabraknąć. Jedyny brak, jaki nas w tej materii spotyka, to pusta lodówka. Nie jest to jednak brak zapasów. Wielkanoc przypada zawsze w okresie, gdy kończy się przednówek. To moment, gdy zgromadzona latem i jesienią żywność się kończy. Postarajmy się zrozumieć, że dawniej wszystko może i było smaczniejsze, ale było tylko w sezonie. Mięso zaś nie stanowiło codziennego posiłku. Można wręcz przewrotnie rzec, że nasi przodkowie byli częstokroć wegetarianinami, lecz bynajmniej nie z własnego wyboru.

Mając na uwadze ubogość diety naszych przodków, lepiej pojmiemy znaczenie śniadania wielkanocnego. Etnografowie podnoszą, że dla niektórych rodzin był to jedyny posiłek w roku, gdy mogli się najeść. To śniadanie było najwystawniejszym posiłkiem roku. To chyba największa ewolucja tradycji wielkanocnych w Polsce. Dziś wielkanocne śniadanie jest uroczystym posiłkiem, lecz poza swoją tradycyjną warstwą, nie różni się od wielu innych śniadań w roku. Jest dla nas równie syte, co te zjedzone w dzień powszedni. Z tą różnicą, że w wielkanocną niedzielę jemu święconkę.

Poświęcony koszyczek

Święconka to nic innego jak produkty do przygotowania śniadania w Wielkanoc, poświęcone przez księdza. Początkowo znoszono na święcenie wszystko, z czego miał być przygotowany posiłek. Z czasem ograniczano się do symbolicznych ilości, które dołączano do potraw. W koszyczku ze święconką nie mogło więc zabraknąć chleba, wędlin i kiełbasy czy jajek. Koronne miejsce zajmował tradycyjny baranek – symbolizujący ofiarę Chrystusa na krzyżu. Mógł być z ciasta, cukru lub masła (którego również nie mogło zabraknąć). Ważny był chrzan, który zjedzony na początku śniadania miał chronić przed chorobami żołądka.

Dziś nasze koszyczki nie różnią się tak znacząco od tych sprzed wieków. Bogatsze są w czekoladowe jajka czy cytrusy, co świadczy o ewoluowaniu tradycji. W końcu do święcenia przynoszono wszystko to, co ekskluzywne. W naszej zbiorowej pamięci taką rolę odgrywają właśnie pomarańcze i jajka z czekolady.

Radość zmartwychwstania

Po okresie umartwień, gdy nastawał niedzielny poranek, przez polskie wsie przechodziły procesje rezurekcyjne. Barwne orszaki obwieszczające dobrą nowinę o zmartwychwstaniu Chrystusa to zanikająca już dziś wielkanocna tradycja w Polsce. Za to świetnie się ma do dziś Śmigus dyngus, który do dziś jest jednym z zabawniejszych dni w roku. Każdy z nas na pewno pamięta polewanie się wodą z czasów dzieciństwa.

Lany poniedziałek to dziś tradycja stricte mająca na celu dobrą zabawę. Dawniej był elementem zalotów. Przemoczone od stóp do głów panny mogły być spokojne o swoje zamążpójście. Oznaczało to bowiem, że cieszą się dużym powodzeniem (i być może za rok, w Środę Popielcową) będą musiały się „wkupić do bab” jako młode mężatki.

Jak bardzo zmienił się nasz świat widać po naszych tradycjach. Choć trwają, nabierają one nowego znaczenia. Warto jednak zastanowić się nad ich genezą – zwłaszcza w święta Wielkanocne – aby przeżyć lepiej ten wyjątkowy czas. Być może pierwszy raz w pełni go rozumiejąc?


Polub:
Udostępnij:

10 kwietnia 2019 - Blog

  • Ostatnie wpisy

  • Chmurka tagów